Home / Bez kategorii / Scysja władcy z duchownym

Scysja władcy z duchownym

król Zarówno czytelnicy, jak i badacze podejmując temat tytułowego sporu z jakiś 1079 roku muszą przede wszystkim dociec: kiedy było naprawdę? Co takiego wydarzyło się w bliskim okresie czasu między koronacją Bolesława (1076), zaś jego usunięciem z regionu i przedwczesną śmiercią (1079)? Który przedstawiało to kontakt ze sporem, który władca miał stoczyć z biskupem, dość późno rozpoznanym jako Stanisław, pasterz krakowskiego Kościoła? I przede każdym – jak tenże spór był a który miał związek z formą polityczną w Polsce i Europie schyłku XI wieku? Historia jest jednak nauką o tym, co było dodatkowo takie oczekiwania nie umieszczają się być wygórowane. Ale historia posiada ponad swoje nowe powołanie – jest umiejętnością o tym, co powiedzieć można na pewno albo z znacznie dużym zagrożeniem, co ważna jedynie przypuszczać, zaś w obliczu czego trzeba sąd rozwiązać i dopasować się z faktem, iż w niniejszej chwili nie możemy nic powiedzieć. To rzeczywiście, że oczekuje się od historyków, by skupiliśmy się na ostatnim pierwszym elemencie swego nastawienia i mówili tylko takie zdania, które opisywałyby adekwatnie realia świata minionego. Bo przecież jedynie w oparciu o taki fundament przeszłości wspólnoty, mocny i pełny, bo dobry z rzeczywistością, można oprzeć jej egzystowanie w przyszłości. Jeśli zanegujemy właśnie taką funkcję historii, to przeznaczymy społeczność w postaci człowieka pozbawionego władzy odróżniania wytworów własnej myśli o historie i klisz fabularnych opisujących niektórych ludzi, ich krwie i narodowości od wspomnień o prawdziwych wydarzeniach z ich udziałem. Jakie decyzje, budując się na miłościach i złych lub niepełnych danych, podejmują to ludzie, wskazują nam historie licznych konfliktów i inne doświadczenie kontaktów z otaczającymi nas bliźnimi. Społeczność bez odpowiednio osadzonej w rzeczywistości spraw to grupę miotana emocjami, nie mająca dostępu z rzeczywistością. Po tej apologii tradycyjnej historiografii trzeba jednak powiedzieć, że to chodzenie do prawdy jako takiej nierzadko skłania badaczy do przymykania oczu na zmuszone im przez źródła ograniczenia i ścigania niczym świętego Graala prawdziwego obrazu wydarzeń. Chociaż dostępne im źródła nie rokują żadnej perspektywy na zdobycie rezultatu pozwalającego uznać podawane hipotezy za prawdę. Traktuje to przeważnie wydarzeń z zakresu historii politycznej, które po wiekach zyskują rangę symboli ważnych dla bieżącego życia społeczeństw. Stąd interpretacja wydarzeń ważnych zatrzymuje się ważnym elementem postaw ludzi współczesnych, usprawiedliwiając je, lub skłaniając ku nim, najczęściej poprzez dość paradoksalne pomieszanie logiki wywodu ważnego z emocjami. Faktycznie było dodatkowo w sukcesu interesującego nas zdarzenia, które z schyłku XIX wieku traktowano jako istotny konflikt władzy państwowej i organizacji duchownej, wzięty w polskim mikrokosmosie spór między sacrum i profanum, odprysk wielkiego konfliktu papiestwa z cesarstwem. Nic dziwnego, że faktem tym bawiliśmy się najwięksi polscy mediewiści jak Tadeusz Wojciechowski czy Gerard Labuda, a przewija on się i dziś na marginesie rozważań nad obecnością reformy gregoriańskiej w dziejach Polski. Jednak chęci badaczy i oczekiwania społeczne to dopiero punkt wyjścia, istotne znaczenie ma specyfika dostępnych podstaw poznania: źródeł historycznych. Wynikające z historii przekazy nie nie kryją w sobie pewnej tylko warstwy informacji, jednego, prostego komunikatu. To, jakich niespodziance mogą zapewnić, w znaczącej wartości chce od inwencji badacza, który odsłania kolejne warstwy skomplikowanych komunikatów. Jak fizyk odkrywający inne elementy budowy spraw z uwagą różnych technologii i urządzeń, tak pokolenia historyków tworzą nowe wydarzenia tym jedynym źródłom i podejmują nowe odpowiedzi. I wynika to również prostych form wypowiedzi gości z historii, którymi są dokumenty prawne, jak i tych znacznie niebezpiecznych – opowieści. Te jedyne rodzą się być wielobarwnymi mozaikami, wykonanymi z faktów tych twórcy i przekazanych przez pamięć pokoleń, pogrupowanymi razem ze ostatnimi autorowi kanonami kulturowymi i wymaganiami politycznymi i społecznymi. Historycy wiele trudu wkładają, by odbiegając z tej metafory oddzielić to, co nie opisuje rzeczywistych wydarzeń z okresów, których dotyczą opowieści, z tego, co oddaje faktyczny stan rzeczy. O ile ich zabiegi są w każdy sposób potwierdzane przez źródła dodatkowe, o tyle ich sukces znajduje się z zasłużonym zaufaniem. Jeżeli jednak mamy do robienia jedynie z narracją i intuicją badacza wykonującego jej dekonstrukcji, polegać musimy wyłącznie na jego poczuciu. Oraz zatem powinno odbiorcę skłaniać do ostrożności, bowiem niepostrzeżenie dla siebie, z kategorii zdań pewnych unosi się ku wypowiedziom prawdopodobnym, aby nie rzec – wątpliwym. I tutaj pojawia się nasz kłopot z rekonstrukcją dziejów Bolesława i Stanisława. Nie korzystamy źródłami o konflikcie innymi, niż narracyjnymi, zawartymi w kronikach Anonima z powodu XII wieku i Wincentego z celu tego stulecia lub początku XIII wieku. Wiek lub dwa zatem nie jest przepaść nie do przeskoczenia dla pamięci zbiorowej, często w odniesieniu dla ważnych dla tej zbiorowości faktów. Tylko do ostrożności powinien nas skłaniać fakt, że narracje obu kronikarzy nie były historiami o przeszłości na marginesie dotyczącymi interesujących nas faktów. Dla obu zjawiska też posiadały niebagatelne stanowienie w odniesieniu do ich pewnego celu opowieści. Opis konfliktu był materiałem służącym przedstawieniu pewnej wizji rzeczywistości i zachęceniu czytelnika do niej. Zasób faktów przytoczonych w ostatnich opowieściach nie musiał być ani wielki, ani specjalnie bliski rzeczywistości minionej. Natomiast musiał liczyć przekonujący obraz ostateczny. Siłą rzeczy rodzi to zagadnienie o wiarygodność przekazów. Tyle, że wiarygodność źródła historycznego zawsze zakładać się powinno w odniesieniu do punktu poznania, i nie abstrakcyjnej natury tego źródła. Przekaz dla jednego celu bezwartościowy, dla innego staje się wartościowy i pewny. Nawet, jeśli kłamliwy w gruncie rozminięcia się intencji deklarowanych przez autora źródła z zawartością tego nowego. Każde źródło zapewnia nam możliwość poznania minionej rzeczywistości. Ale niekoniecznie tego jej elementu, na którym nam dużo chce. Kiedy jest w naszym przypadku?

About admin

Check Also

Co buduje je faktycznie cudownymi?

Kobiety lubią błyskotki – dzięki nim oczekują pięknie w wieczorowych sztukach także zwiększają swoją pewność …